Fiona obudziła się w rześki
poranek. Wzięła prysznic, ubrała się, uprała bieliznę. Zjadła śniadanie w
towarzystwie Jaya i Clarie. To było normalne. Kiedy wróciła do domu,
postanowiła zasadzić kwiatki. Wzięła ziemię spod swojego domu. Tą ziemię, którą
wywalała przez okno, kopiąc kibelek. Wsadziła do tego jedno ziarno. Podlała
konewką. Wyszła z domu, na zewnątrz.
Zastała Jaya siedzącego przed
swoim domem. Wpatrywał się w ziemię niewidzącym wzrokiem. Rozmyślał nad czymś.
Na pierwszy rzut oka, był bardzo smutny. Coś go gnębiło. Postanowiła się
dowiedzieć, co.
-Hej.- Powiedziała.- Co jest
grane?
-Nic, siedzę przed domem i
myślę.
-O czym, jeśli mogę wiedzieć?-
Ciekawość Fiony nie znała granic.
-O mojej rodzinie.
Nigdy nie rozmawiali na ten
temat. On jeszcze z nikim nie rozmawiał o sobie. A już na pewno nigdy nie
wspominał o swojej rodzinie.
-Co konkretnie myślisz o nich?-
Dopytywała.
-Oh, ja nigdy nie miałem
normalnego życia. Może miałem, zanim skończyłem roczek, kiedy to moi rodzice
zginęli w wypadku samochodowym. To nie jest łatwe. A zwłaszcza, że w sierocińcu
każdy naśmiewał się ze mnie. Dopóki tu nie trafiłem, nigdy nie miałem przyjaciół.
Ty i Claire jesteście dla mnie wszystkim. Bo w życiu, najważniejsza jest
przyjaźń i miłość. Wiem to, choć sam tego nigdy nie doświadczyłem.
Fionę zatkało. Jak to: stracił
rodziców? Ona sama tego nigdy nie doświadczyła. Nie wiedziała, co ma
powiedzieć, żeby go nie zranić. W takich sytuacjach trzeba było być delikatnym.
Lecz z drugiej strony on za niczym nie tęsknił. Owszem, pewnie zawsze chciał
mieć rodziców. Tak samo, jak nigdy nie miał przyjaciół. Teraz, gdy doświadczył
przyjaźni, było mu tu dobrze. Choć nie była tego pewna. W jego oczach był
smutek. Chęć do normalnego życia.
-Przykro mi- wyszeptała. Już nic
więcej nie mówili. Siedzieli koło siebie w milczeniu. Fiona kątem Oka
zauważyła, jak patrzy na nich Claire. Wiedziała, że czeka ją tłumaczenie się. W
końcu zagrała trąbka wołająca ludzi na obiad.
W drodze do jadalni, ktoś się z
kimś awanturował. Kiedy podeszli bliżej. Fiona zauważyła, że jedna z tych
dziewczyn, które się sprzeczały, prawie biły się, jest ta, którą spotkała w
lesie.
-Hej- zawołała Fiona,- co się tu
dzieje?
-Ona na mnie krzywo popatrzyła!
Zapłacisz mi za to, dziwadle jeden! Złamię ci nos!
-Przestań, ona tylko popatrzyła!
Może akurat nie na ciebie, tylko ty to źle zinterpretowałaś!
-Chcesz ze mną zadrzeć? Jej
złamię nos, tobie złamię rękę.
-Dziewczyny, uspokójcie się,
natychmiast!- Zawołał Jay.
-O! Obrońca się znalazł. Kto w
tym świecie poradzi sobie bez adwokata!- Tajemnicza dziewczyna wybuchła
śmiechem.
-Chodźmy na ten obiad, już.-
Powiedziała do Jaya, zanim zdążył zrobić coś głupiego. Pociągnęła go za ramię.
-Coś widzę tu bandę tchórzy!-
Zaczęła się śmiać tamta.
Fiona oddaliła się z Jayem jak
najdalej od niej. Kiedy zajmowali stolik, doszła do nich Claire. Nic nie
mówiła. Uśmiechnęła się znacząco do Fiony. Ona zaś przewróciła oczami.
Na obiad były znowu ziemniaki z
kotletem i buraczkami. Fiona zaczęła się zastanawiać jak długo będę im gotować
ciągle to samo.
Kiedy wyszli z punktu
żywnościowego, Claire zagadała do Jaya.
-Hej. Wieczorem razem z Fioną
gramy w karty. Przyłączysz się do nas?- Fiona wyczuła podstęp. Na dwa kilometry
mogła go wyczuć.
-Jasne. I tak wieczorami się
nudzę. Co ty na to, Fiona?
-Jak chcesz, to przyjdź. Chętnie
z tobą pogramy.
Mimowolnie się uśmiechnęła.
Wiedziała, że przy Jayu nie będzie musiała się tłumaczyć Claire z tego, jak
siedzieli przed jego domem rozmawiając.
Na kolację były kanapki. Znowu.
Chyba jednak nie mięli zamiaru zacząć robić im coś do jedzenia innego, niż to,
co zwykle.
Po kolacji, Fiona szybko wzięła
prysznic i ubrała się w to, w czym była wcześniej. Żeby nie było, że specjalnie
się szykuje na jakieś karty, czy coś.
W końcu do niej przyszli.
Najpierw przyszła Claire.
-Dziewczyno, co ty wyprawiasz?
-Nadal sądzisz, że on ci się nie
podoba?
-Nie no, jest ładny, ale nie
jestem w nim zakochana.
-Jeszcze mi za to podziękujesz.
Zobaczysz.
W tym momencie wszedł Jay, więc
Fiona nic nie zdążyła odpowiedzieć. Powiedział:
-Gramy w karty?
-Tak, jasne. Siądźmy. Clarie,
potasujesz?- Zapytała Fiona.
-A jak będziemy widzieli karty,
kiedy będzie ciemno?- Spytał Jay.
-Normalnie, poświecimy
latarkami. – odpowiedziała Fiona.
-Skąd macie latarki?- Zdziwił
się.
-No jak to, skąd? Z punktu
rozrywki.
-Serio? Bo ja na przykład
dostałem takie mp3, ale takie dziwne, bo nie jest na słuchawki. Słucha się tak,
jak radia. A i muzyka nie jest w moim typie.
-Przynajmniej masz co słuchać.-
Powiedziała Fiona.
-Gramy?- Spytała Claire.
-A w co? W rozbieranego pokera?-
Zapytał ożywiony Jay. Fiona walnęła go lekko w ramię.
-Hej!
-No co? Tylko w to umiem grać…
Znaczy się, nie do końca w to, bo nie w rozbieranego, tylko po prostu w
pokera.- Tłumaczył się.
-Dobrze, nauczę cię grać w
remika. A więc tak…
Tłumaczyła mu, i tłumaczyła. Po
pewnym czasie skapnęła się, że co by nie powiedziała, on ciągle przytakiwał.
Odkąd zaczęła mu tłumaczyć, on ani razu nie popatrzył na karty. Patrzył tylko i
wyłącznie na nią. Miał takie cudne zielone oczy. Wpatrywał się nimi w nią. Sama
przestała patrzyć w karty. Co parę zdań, zapominała o czym mówiła. Speszyła
się. Popatrzyła na podłogę w tym samym momencie, co Jay. Fiona z przerażeniem
stwierdziła, że temu wszystkiemu przyglądała się z zaciekawieniem Claire, która
była z nimi w tym samym pomieszczeniu, dokładnie naprzeciwko.
-To jak już znasz zasady,
grajmy.- Powiedziała Fiona do Jaya.
W zasadzie, to był bardzo dobrym
graczem. Wygrał dwie pierwsze rozgrywki. Fiona zaczynała podejrzewać, że znał
zasady, tylko specjalnie powiedział coś innego.
Po czterech wygranych przez
niego rozgrywek, Claire oznajmiła:
-Ja dzisiaj bardzo wcześnie
wstałam. Jestem bardzo śpiąca i muszę iść spać, żebym była wyspana na
śniadaniu. Ale wy sobie nie przeszkadzajcie, grajcie dalej.-Stanęła w
otworzonych drzwiach.- Pa.- Zamknęła drzwi, więc Fiona nawet nie zdążyła zaprotestować.
Jay popatrzył na nią. Kąciki
jego ust nieznacznie poszły do góry, po czym opadły. Zapytał:
-To co, gramy dalej?
-To nie ma sensu. Ty dobrze
znasz zasady i jesteś mistrzem.
- A ty kiepsko tłumaczysz.
-Ej!
-No co, śmieję się.- Powiedział
Jay.
-To nie ma sensu, ciągle
wygrywasz!
-No ktoś musi.- Wytłumaczył Jay.
-Może wyjdziemy na świeże
powietrze?- Zaproponowała Fiona.
-Tak, jasne- zgodził się.
Wyszli bez rozmawiania.
Wsłuchali się w ciszę. Była pełnia. Wszystko było takie romantyczne. Stali tam
tak po prostu milcząc. Fionę nagle przestało obchodzić to, jak się z tego
wyspowiada przyjaciółce.
-Słyszałaś to?- Zapytał cicho
Jay.
-Niby co?- Zdziwiła się Fiona.
-Posłuchaj!
Fiona wsłuchała się w ciszę. Po
chwili usłyszała dźwięki. „No, idziemy- Ale ja nie chc-… sz.. -ale mus.. –
dlacz..? –Bo twoja kol…”. Dalej słyszała tylko stłumione dźwięki. Szepnęła do
Jaya:
-Poczekaj, pójdę po latarkę i
zobaczymy co jest grane. Ale poczekaj.
Szybko weszła do domu. Mało co
widziała, ale jakoś trafiła do reklamówki. Po chwili skapnęła się, że była to
reklamówka z ubraniami. Wzięła bluzę i założyła ją. Doszła do reklamówki z
rzeczami do rozrywki. Zaczęła grzebać, ale nie mogła znaleźć. Wtem przypomniała
sobie, że świecili latarką grając w karty. Podeszła do tamtego miejsca i
chwyciła ją. Wyszła na zewnątrz. Ani śladu po Jayu. Wystraszyła się.
-Jay… Jay, gdzie jesteś?-
Powiedziała do ciemności.- Jay, coś ci się stało? Gdzie jesteś? Jay!- Była
przerażona.- Jay!
-Cicho. Tu jestem- usłyszała
głos z tyłu domu. Poszła w tamtą stronę. Idąc, zahaczyła o coś nogą. Wywróciła
się.
-Au…
-Nic ci się nie stało?- Zapytał
zatroskanym głosem Jay.
-Nie, nic. Dlaczego stamtąd
poszedłeś?- zapytała z wyrzutem.
-Oh, przepraszam, ale długo cię
nie było, a oni zginęli mi z zasięgu wzroku. Chciałem zobaczyć chociaż w którą
stronę idą.
-No dobra, chodźmy.
Szli w stronę, którą pokazał
Jay. Po chwili Oddalił się od niej.
-Jay, Jay! Proszę cię, nie
oddalaj się. Nie włączyłam jeszcze latarki i nic nie widzę, a chcę oszczędzać
baterie. Chodź tu…
-Oh… Zostawić cię chwilę samą…
-Ja się boję… Idziemy niewiadomo
za kim, niewiadomo gdzie. A może to pułapka? Ja się boję.
Jay zbliżył się w jej stronę.
-Złap mnie za rękę, nie oddalimy
się w ten sposób za bardzo- mówiąc, wystawiał rękę.
Po chwili wahania, złapała jego
dłoń. Popatrzyli sobie w oczy.
-Chodźmy…- Powiedziała speszona.
Szli jakoś pół kilometra za…
Właściwie nie wiedzieli za kim. Nie chcieli się zbytnio zbliżać, żeby ich nie
zauważyli. Szli ciągle drogą polną. Minęli punkty odzieży i wyżywienia. Potem
minęli park i jezioro.
Kiedy doszli do tej części, w
której mieszkały wampiry, coś dziwnego zaczęło się dziać. Za tymi… Sami nie
wiedzieli za czym, zaczęły wychodzić ze swojej posesji mieszkańcy i iść za
nimi. W końcu musieli trochę zwolnić i zwiększyć dystans między sobą, a nimi,
bo w końcu mogło by się to dla nich źle skończyć.
Tłum zaczął wchodzić do… punktu
krwi. Fiona spojrzała przerażona na Jaya.
-Chyba nie mają zamiaru tego
kogoś zjeść?
-Najwidoczniej mają taki zamiar.
Proponuję stąd zwiewać, zanim skończymy tak samo jak ten nieszczęsny człowiek.
-Ciszej.- Szepnęła.- Doszliśmy
aż tutaj, nie mam zamiaru wracać. Dowiedzmy się, co oni konkretnego tutaj
robią.
-Chyba nie masz zamiaru wejść do
pomieszczenia pełnego wampirów?
-Racja.- Spojrzała na dach. Było
w nim mnóstwo szpar. Wiedziała o tym, bo widziała, jak światło błyskało
stamtąd.-Wejdziemy na dach.
-Co? Fiona, okej. Jesteśmy dość
odważni, żeby tu przyjść równo o północy, ale przesadzasz, żeby wchodzić na
dach. Nie wiadomo, czy nas zauważą, a konstrukcja może się zawalić.
-Doszliśmy aż tutaj. Nie
zamierzam rezygnować. Ja wchodzę, a ty jak nie chcesz, to nie musisz.- Fiona
nie chciała przegrać.
-No dobra. Wejdę tam z tobą.
Samej cię tam cie puszczę.- Spojrzał jej prosto w oczy.- Chcę, żebyś była
bezpieczna. -Zrobiło jej się ciepło na sercu. Naprawdę poczuła się bezpieczna.
Weszli na drzewo obok punktu
krwi. Po gałęzi przeszli na dach. Fiona przy tym o mało nie spadła, ale w porę
złapał ją Jay.
-Dziękuje.- Powiedziała.
W odpowiedzi uśmiechnął się do
niej.
Dach był stromy. Jednak był
dziurawy, więc można było patrzeć, co się dzieje w środku.
Wszystkie wampiry siedziały w
rzędach ławek. A z przodu był wamp w białej pelerynie. Trzymał za rękę kobietę.
Generalnie wszystko wyglądało, jakby byli w kościele. Był nawet ołtarz, ale bez
żadnych specjalnych znaków. Ten w pelerynie, zwrócił się do kobiety.
-Czy może widzisz tu coś?-
Wskazał popisaną kartkę. Fiona nie widziała z góry co na niej pisze, ale zarysy
napisanego tekstu wyglądały, jakby był tam jakiś wiersz.
-Nic, to tylko zwykła, biała
kartka.- Odpowiedziała mu kobieta. Fiona zdziwiła się. Wyraźnie z góry widziała
tam jakieś napisy.
-Naprawdę nic? Może jakieś
szlaczki, rysunki, może coś tam pisze? Naprawdę nic nie widzisz? Przyznaj się,
to ważne! Jeśli coś widzisz na tej kartce, powiedz nam to, bo w takim razie
byłabyś za cenna, żeby cię po prostu zjeść. Tylko nic nie kombinuj, bo to się
skończy dla ciebie śmiercią w mękach!
Fiona zaczęła drżeć. Nic nie
rozumiała. Dlaczego ona widziała napis na tej kartce, a kobieta nie? A tak w
ogóle, to oni mięli zamiar ją zjeść! Ale wolała nie dać się zauważyć. To mogło
by być ryzykowne.
-Nie, nic tu nie widzę!-
Powiedziała nerwowo kobieta.
-To szkoda.- Powiedział wampir,
po czym szybkim ruchem noża, odciął jej głowę… Jej krew przelał do kielichów,
jakby mszalnych. Dał je wszystkim wampirom, a one zaczęły się pożywiać.
-Chodźmy stąd.- Szepnęła Fiona
do Jaya.
-Dobry wybór.- Odszepnął jej.
Wrócili do domu. Fiona była cała
spocona, więc po raz kolejny umyła się.
Było już grubo po północy.
Prawdopodobnie druga, czy trzecia. Jednak ona nie mogła usnąć. Ciągle myślała
tylko o tej kobiecie, którą zabili, żeby się najeść. I o tej kartce, na której
kobieta nic nie zobaczyła, ale Fiona owszem.
Fiona nie mogła się wyzbyć
obrazu, który tam zobaczyła. Wyraz twarzy kobiety. Ten strach i późniejsza
śmierć. Tyle krwi… A to wszystko oni tak po prostu wypili z uroczystego
kielicha. Była tym taka obrzydzona. Współczuła tej kobiecie.
Nadeszły ją wyrzuty sumienia. Ta
kobieta tam umarła. Fiona jej nie uratowała. Po prostu stała tam i patrzyła.
Usnęła dopiero nad rankiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz