poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział 5



Fiona obudziła się w rześki poranek. Wzięła prysznic, ubrała się, uprała bieliznę. Zjadła śniadanie w towarzystwie Jaya i Clarie. To było normalne. Kiedy wróciła do domu, postanowiła zasadzić kwiatki. Wzięła ziemię spod swojego domu. Tą ziemię, którą wywalała przez okno, kopiąc kibelek. Wsadziła do tego jedno ziarno. Podlała konewką. Wyszła z domu, na zewnątrz.
Zastała Jaya siedzącego przed swoim domem. Wpatrywał się w ziemię niewidzącym wzrokiem. Rozmyślał nad czymś. Na pierwszy rzut oka, był bardzo smutny. Coś go gnębiło. Postanowiła się dowiedzieć, co.
-Hej.- Powiedziała.- Co jest grane?
-Nic, siedzę przed domem i myślę.
-O czym, jeśli mogę wiedzieć?- Ciekawość Fiony nie znała granic.
-O mojej rodzinie.
Nigdy nie rozmawiali na ten temat. On jeszcze z nikim nie rozmawiał o sobie. A już na pewno nigdy nie wspominał o swojej rodzinie.
-Co konkretnie myślisz o nich?- Dopytywała.
-Oh, ja nigdy nie miałem normalnego życia. Może miałem, zanim skończyłem roczek, kiedy to moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. To nie jest łatwe. A zwłaszcza, że w sierocińcu każdy naśmiewał się ze mnie. Dopóki tu nie trafiłem, nigdy nie miałem przyjaciół. Ty i Claire jesteście dla mnie wszystkim. Bo w życiu, najważniejsza jest przyjaźń i miłość. Wiem to, choć sam tego nigdy nie doświadczyłem.
Fionę zatkało. Jak to: stracił rodziców? Ona sama tego nigdy nie doświadczyła. Nie wiedziała, co ma powiedzieć, żeby go nie zranić. W takich sytuacjach trzeba było być delikatnym. Lecz z drugiej strony on za niczym nie tęsknił. Owszem, pewnie zawsze chciał mieć rodziców. Tak samo, jak nigdy nie miał przyjaciół. Teraz, gdy doświadczył przyjaźni, było mu tu dobrze. Choć nie była tego pewna. W jego oczach był smutek. Chęć do normalnego życia.
-Przykro mi- wyszeptała. Już nic więcej nie mówili. Siedzieli koło siebie w milczeniu. Fiona kątem Oka zauważyła, jak patrzy na nich Claire. Wiedziała, że czeka ją tłumaczenie się. W końcu zagrała trąbka wołająca ludzi na obiad.
W drodze do jadalni, ktoś się z kimś awanturował. Kiedy podeszli bliżej. Fiona zauważyła, że jedna z tych dziewczyn, które się sprzeczały, prawie biły się, jest ta, którą spotkała w lesie.
-Hej- zawołała Fiona,- co się tu dzieje?
-Ona na mnie krzywo popatrzyła! Zapłacisz mi za to, dziwadle jeden! Złamię ci nos!
-Przestań, ona tylko popatrzyła! Może akurat nie na ciebie, tylko ty to źle zinterpretowałaś!
-Chcesz ze mną zadrzeć? Jej złamię nos, tobie złamię rękę.
-Dziewczyny, uspokójcie się, natychmiast!- Zawołał Jay.
-O! Obrońca się znalazł. Kto w tym świecie poradzi sobie bez adwokata!- Tajemnicza dziewczyna wybuchła śmiechem.
-Chodźmy na ten obiad, już.- Powiedziała do Jaya, zanim zdążył zrobić coś głupiego. Pociągnęła go za ramię.
-Coś widzę tu bandę tchórzy!- Zaczęła się śmiać tamta.
Fiona oddaliła się z Jayem jak najdalej od niej. Kiedy zajmowali stolik, doszła do nich Claire. Nic nie mówiła. Uśmiechnęła się znacząco do Fiony. Ona zaś przewróciła oczami.
Na obiad były znowu ziemniaki z kotletem i buraczkami. Fiona zaczęła się zastanawiać jak długo będę im gotować ciągle to samo.
Kiedy wyszli z punktu żywnościowego, Claire zagadała do Jaya.
-Hej. Wieczorem razem z Fioną gramy w karty. Przyłączysz się do nas?- Fiona wyczuła podstęp. Na dwa kilometry mogła go wyczuć.
-Jasne. I tak wieczorami się nudzę. Co ty na to, Fiona?
-Jak chcesz, to przyjdź. Chętnie z tobą pogramy.
Mimowolnie się uśmiechnęła. Wiedziała, że przy Jayu nie będzie musiała się tłumaczyć Claire z tego, jak siedzieli przed jego domem rozmawiając.
Na kolację były kanapki. Znowu. Chyba jednak nie mięli zamiaru zacząć robić im coś do jedzenia innego, niż to, co zwykle.
Po kolacji, Fiona szybko wzięła prysznic i ubrała się w to, w czym była wcześniej. Żeby nie było, że specjalnie się szykuje na jakieś karty, czy coś.
W końcu do niej przyszli. Najpierw przyszła Claire.
-Dziewczyno, co ty wyprawiasz?
-Nadal sądzisz, że on ci się nie podoba?
-Nie no, jest ładny, ale nie jestem w nim zakochana.
-Jeszcze mi za to podziękujesz. Zobaczysz.
W tym momencie wszedł Jay, więc Fiona nic nie zdążyła odpowiedzieć. Powiedział:
-Gramy w karty?
-Tak, jasne. Siądźmy. Clarie, potasujesz?- Zapytała Fiona.
-A jak będziemy widzieli karty, kiedy będzie ciemno?- Spytał Jay.
-Normalnie, poświecimy latarkami. – odpowiedziała Fiona.
-Skąd macie latarki?- Zdziwił się.
-No jak to, skąd? Z punktu rozrywki.
-Serio? Bo ja na przykład dostałem takie mp3, ale takie dziwne, bo nie jest na słuchawki. Słucha się tak, jak radia. A i muzyka nie jest w moim typie.
-Przynajmniej masz co słuchać.- Powiedziała Fiona.
-Gramy?- Spytała Claire.
-A w co? W rozbieranego pokera?- Zapytał ożywiony Jay. Fiona walnęła go lekko w ramię.
-Hej!
-No co? Tylko w to umiem grać… Znaczy się, nie do końca w to, bo nie w rozbieranego, tylko po prostu w pokera.- Tłumaczył się.
-Dobrze, nauczę cię grać w remika. A więc tak…
Tłumaczyła mu, i tłumaczyła. Po pewnym czasie skapnęła się, że co by nie powiedziała, on ciągle przytakiwał. Odkąd zaczęła mu tłumaczyć, on ani razu nie popatrzył na karty. Patrzył tylko i wyłącznie na nią. Miał takie cudne zielone oczy. Wpatrywał się nimi w nią. Sama przestała patrzyć w karty. Co parę zdań, zapominała o czym mówiła. Speszyła się. Popatrzyła na podłogę w tym samym momencie, co Jay. Fiona z przerażeniem stwierdziła, że temu wszystkiemu przyglądała się z zaciekawieniem Claire, która była z nimi w tym samym pomieszczeniu, dokładnie naprzeciwko.
-To jak już znasz zasady, grajmy.- Powiedziała Fiona do Jaya.
W zasadzie, to był bardzo dobrym graczem. Wygrał dwie pierwsze rozgrywki. Fiona zaczynała podejrzewać, że znał zasady, tylko specjalnie powiedział coś innego.
Po czterech wygranych przez niego rozgrywek, Claire oznajmiła:
-Ja dzisiaj bardzo wcześnie wstałam. Jestem bardzo śpiąca i muszę iść spać, żebym była wyspana na śniadaniu. Ale wy sobie nie przeszkadzajcie, grajcie dalej.-Stanęła w otworzonych drzwiach.- Pa.- Zamknęła drzwi, więc Fiona nawet nie zdążyła zaprotestować.
Jay popatrzył na nią. Kąciki jego ust nieznacznie poszły do góry, po czym opadły. Zapytał:
-To co, gramy dalej?
-To nie ma sensu. Ty dobrze znasz zasady i jesteś mistrzem.
- A ty kiepsko tłumaczysz.
-Ej!
-No co, śmieję się.- Powiedział Jay.
-To nie ma sensu, ciągle wygrywasz!
-No ktoś musi.- Wytłumaczył Jay.
-Może wyjdziemy na świeże powietrze?- Zaproponowała Fiona.
-Tak, jasne- zgodził się.
Wyszli bez rozmawiania. Wsłuchali się w ciszę. Była pełnia. Wszystko było takie romantyczne. Stali tam tak po prostu milcząc. Fionę nagle przestało obchodzić to, jak się z tego wyspowiada przyjaciółce.
-Słyszałaś to?- Zapytał cicho Jay.
-Niby co?- Zdziwiła się Fiona.
-Posłuchaj!
Fiona wsłuchała się w ciszę. Po chwili usłyszała dźwięki. „No, idziemy- Ale ja nie chc-… sz.. -ale mus.. – dlacz..? –Bo twoja kol…”. Dalej słyszała tylko stłumione dźwięki. Szepnęła do Jaya:
-Poczekaj, pójdę po latarkę i zobaczymy co jest grane. Ale poczekaj.
Szybko weszła do domu. Mało co widziała, ale jakoś trafiła do reklamówki. Po chwili skapnęła się, że była to reklamówka z ubraniami. Wzięła bluzę i założyła ją. Doszła do reklamówki z rzeczami do rozrywki. Zaczęła grzebać, ale nie mogła znaleźć. Wtem przypomniała sobie, że świecili latarką grając w karty. Podeszła do tamtego miejsca i chwyciła ją. Wyszła na zewnątrz. Ani śladu po Jayu. Wystraszyła się.
-Jay… Jay, gdzie jesteś?- Powiedziała do ciemności.- Jay, coś ci się stało? Gdzie jesteś? Jay!- Była przerażona.- Jay!
-Cicho. Tu jestem- usłyszała głos z tyłu domu. Poszła w tamtą stronę. Idąc, zahaczyła o coś nogą. Wywróciła się.
-Au…
-Nic ci się nie stało?- Zapytał zatroskanym głosem Jay.
-Nie, nic. Dlaczego stamtąd poszedłeś?- zapytała z wyrzutem.
-Oh, przepraszam, ale długo cię nie było, a oni zginęli mi z zasięgu wzroku. Chciałem zobaczyć chociaż w którą stronę idą.
-No dobra, chodźmy.
Szli w stronę, którą pokazał Jay. Po chwili Oddalił się od niej.
-Jay, Jay! Proszę cię, nie oddalaj się. Nie włączyłam jeszcze latarki i nic nie widzę, a chcę oszczędzać baterie. Chodź tu…
-Oh… Zostawić cię chwilę samą…
-Ja się boję… Idziemy niewiadomo za kim, niewiadomo gdzie. A może to pułapka? Ja się boję.
Jay zbliżył się w jej stronę.
-Złap mnie za rękę, nie oddalimy się w ten sposób za bardzo- mówiąc, wystawiał rękę.
Po chwili wahania, złapała jego dłoń. Popatrzyli sobie w oczy.
-Chodźmy…- Powiedziała speszona.
Szli jakoś pół kilometra za… Właściwie nie wiedzieli za kim. Nie chcieli się zbytnio zbliżać, żeby ich nie zauważyli. Szli ciągle drogą polną. Minęli punkty odzieży i wyżywienia. Potem minęli park i jezioro.
Kiedy doszli do tej części, w której mieszkały wampiry, coś dziwnego zaczęło się dziać. Za tymi… Sami nie wiedzieli za czym, zaczęły wychodzić ze swojej posesji mieszkańcy i iść za nimi. W końcu musieli trochę zwolnić i zwiększyć dystans między sobą, a nimi, bo w końcu mogło by się to dla nich źle skończyć.
Tłum zaczął wchodzić do… punktu krwi. Fiona spojrzała przerażona na Jaya.
-Chyba nie mają zamiaru tego kogoś zjeść?
-Najwidoczniej mają taki zamiar. Proponuję stąd zwiewać, zanim skończymy tak samo jak ten nieszczęsny człowiek.
-Ciszej.- Szepnęła.- Doszliśmy aż tutaj, nie mam zamiaru wracać. Dowiedzmy się, co oni konkretnego tutaj robią.
-Chyba nie masz zamiaru wejść do pomieszczenia pełnego wampirów?
-Racja.- Spojrzała na dach. Było w nim mnóstwo szpar. Wiedziała o tym, bo widziała, jak światło błyskało stamtąd.-Wejdziemy na dach.
-Co? Fiona, okej. Jesteśmy dość odważni, żeby tu przyjść równo o północy, ale przesadzasz, żeby wchodzić na dach. Nie wiadomo, czy nas zauważą, a konstrukcja może się zawalić.
-Doszliśmy aż tutaj. Nie zamierzam rezygnować. Ja wchodzę, a ty jak nie chcesz, to nie musisz.- Fiona nie chciała przegrać.
-No dobra. Wejdę tam z tobą. Samej cię tam cie puszczę.- Spojrzał jej prosto w oczy.- Chcę, żebyś była bezpieczna. -Zrobiło jej się ciepło na sercu. Naprawdę poczuła się bezpieczna.
Weszli na drzewo obok punktu krwi. Po gałęzi przeszli na dach. Fiona przy tym o mało nie spadła, ale w porę złapał ją Jay.
-Dziękuje.- Powiedziała.
W odpowiedzi uśmiechnął się do niej.
Dach był stromy. Jednak był dziurawy, więc można było patrzeć, co się dzieje w środku.
Wszystkie wampiry siedziały w rzędach ławek. A z przodu był wamp w białej pelerynie. Trzymał za rękę kobietę. Generalnie wszystko wyglądało, jakby byli w kościele. Był nawet ołtarz, ale bez żadnych specjalnych znaków. Ten w pelerynie, zwrócił się do kobiety.
-Czy może widzisz tu coś?- Wskazał popisaną kartkę. Fiona nie widziała z góry co na niej pisze, ale zarysy napisanego tekstu wyglądały, jakby był tam jakiś wiersz.
-Nic, to tylko zwykła, biała kartka.- Odpowiedziała mu kobieta. Fiona zdziwiła się. Wyraźnie z góry widziała tam jakieś napisy.
-Naprawdę nic? Może jakieś szlaczki, rysunki, może coś tam pisze? Naprawdę nic nie widzisz? Przyznaj się, to ważne! Jeśli coś widzisz na tej kartce, powiedz nam to, bo w takim razie byłabyś za cenna, żeby cię po prostu zjeść. Tylko nic nie kombinuj, bo to się skończy dla ciebie śmiercią w mękach!
Fiona zaczęła drżeć. Nic nie rozumiała. Dlaczego ona widziała napis na tej kartce, a kobieta nie? A tak w ogóle, to oni mięli zamiar ją zjeść! Ale wolała nie dać się zauważyć. To mogło by być ryzykowne.
-Nie, nic tu nie widzę!- Powiedziała nerwowo kobieta.
-To szkoda.- Powiedział wampir, po czym szybkim ruchem noża, odciął jej głowę… Jej krew przelał do kielichów, jakby mszalnych. Dał je wszystkim wampirom, a one zaczęły się pożywiać.
-Chodźmy stąd.- Szepnęła Fiona do Jaya.
-Dobry wybór.- Odszepnął jej.
Wrócili do domu. Fiona była cała spocona, więc po raz kolejny umyła się.
Było już grubo po północy. Prawdopodobnie druga, czy trzecia. Jednak ona nie mogła usnąć. Ciągle myślała tylko o tej kobiecie, którą zabili, żeby się najeść. I o tej kartce, na której kobieta nic nie zobaczyła, ale Fiona owszem.
Fiona nie mogła się wyzbyć obrazu, który tam zobaczyła. Wyraz twarzy kobiety. Ten strach i późniejsza śmierć. Tyle krwi… A to wszystko oni tak po prostu wypili z uroczystego kielicha. Była tym taka obrzydzona. Współczuła tej kobiecie.
Nadeszły ją wyrzuty sumienia. Ta kobieta tam umarła. Fiona jej nie uratowała. Po prostu stała tam i patrzyła.
Usnęła dopiero nad rankiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz