piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 4



-Jesteś pewna?- Spytała Jessica.
-Tak.- Odparła.-Jestem im to winna.
-Sądzisz, że ona przeżyła?- Zapytała zdziwiona Jessica.
-Zostawiłam ją tam. Jestem okropna. Jeśli przeżyła, zapewne jest na mnie wściekła. Chcę wszystko sprostować.
-Już nie ma co prostować, Kate. Ona nie żyje. Przyjmij to do świadomości.
-Przepłakałam za nią wiele dni i nocy. I będę płakała dalej, tym razem za Fioną. I twoją Claire, choć jej jeszcze nigdy na oczy nie widziałam. Wyrzuty sumienia będę miała do końca życia. Pozwól mi wszystko naprawić. Będziesz się opiekowała moim synem?
-One pewnie jeszcze żyją. Masz jeszcze czas. Klątwy i tak nie zdążysz przed pełnią odwrócić. Już próbowałyśmy. Ale jeśli musisz, poczekaj na mój poród. Nie ma kto się zaopiekować moimi dziećmi. Zrobisz to dla mnie, Kate, zanim wyruszysz? Zresztą następny wywóz za rok.
-Niekoniecznie.
-Ty chyba nie chcesz…- Zaczęła przerażona Jessica.
-Owszem, chcę. Dla całej trójki.
-Nie wiadomo, co ci zrobią! Pomyśl o synu!
-Zrobię co w mojej mocy, aby wszystko sprostować i wrócić żywa.
-Będą trzymała za ciebie kciuki. Tylko proszę, poczekaj na mój poród.
-Dobrze.
*
Fiona wszystko skończyła. Zawiesiła firanki na patykach, pomogła zbudować całkowicie dom starszej pani, poprała ubrania. Poszła z Claire i Jayem na obiad. Wielkim rozczarowaniem był fakt, że dostali na obiad to samo, co poprzedniego dnia. Ziemniaki, kotlet, buraczki. Na śniadanie jajecznica, a na kolację poprzedniego dnia były kanapki.
-Co dzisiaj robimy?- Zapytała Claire podczas
-Może pozwiedzamy to miejsce?- zaproponował Jay.
-No jasne.- Zgodziła się Fiona bez entuzjazmu. Nie miała na nic ochoty. Bolały ją plecy i ręce po wcześniejszym przepracowanym dniu. Nagle przypomniała jej się rozmowa z nieznajomą w lesie.
-Jak sądzicie, po co tu jesteśmy?- Spytała Fiona.
-Jeszcze nie wiem, ale to się wydaje podejrzane.- Stwierdził Jay.
-Mamy tu to, co jest potrzebne do życia. Ubrania, jedzenie, dom. Ale coś za coś. Będziemy musieli coś oddać. I domyślam się, co to jest.
-Ale z ciebie prorok!- Rzuciła Claire.- No, mów!
-Oddamy tu życie.
-Że co?!- Krzyknęli razem Claire z Jayem.
-Dają nam wszystko, co do życia jest potrzebne. Nie wydaje wam się to dziwne? Nie każą nam pracować, nie licząc budowy domu, w którym mięlibyśmy mieszkać. Wodę nam podłączyli. Chcą w miarę możliwości, żeby nasze życie miało jakieś barwy, zanim je im oddamy.
-Ale niby po co mamy komuś oddawać życie?- Zdziwiła się Claire.
-My w tej stołówce dostajemy pożywienie. Może i my mamy być pożywieniem dla nich?
-Ale jak to…?- Jay zbladł.
-Chcą nas zjeść.
-Dziewczyno, czy ty masz jakieś urojenia? – Zapytała niedowierzająca Claire.
-Tu są wampiry. Kiedyś było mnóstwo zaginięć- wampiry zjadały ludzi. Burmistrz, żeby temu zaradzić, co roku przysyła im osiemnaście osób do zjedzenia. Fakt, jest tu sporo osób, Ale widocznie, albo robią sobie zapasy, albo jesteśmy im potrzebni do czegoś jeszcze innego. Wolę nawet nie wiedzieć do czego.
-Skąd te wszystkie podejrzenia?
-Widzieliście te oczy? Tej kobiety, która nas odprowadzała od bramy, do stery drewna?
-Tak- odpowiedział Jay.
-Miała dziwne oczy. Błyszczały, jak diamenty. Tak samo temu mężczyźnie, który montował wodę. Nie zdziwiło was to?
-Szczerze? Nie zwróciłam na to uwagi.- Powiedziała Claire.
-A poza tym, rozmawiałam z kimś, kto nie jest tu nowy. To tamta dziewczyna mi powiedziała, co my tu robimy. Och, nie była za miła, ale dowiedziałam się czegoś więcej od niej.
Nastało milczenie. Nikt nie wiedział, co odpowiedzieć. Opuszczając stołówkę, nikt nie odezwał się nie słowem. Każdy rozważał to, czy są wśród wampirów.
Po obiedzie poszli zwiedzać miejsce, w którym się znaleźli. Poszli wzdłuż polnej drogi między punktem odzieży, a punktem wyżywienia.
Kiedy przeszli około jednego kilometra, zauważyli malutki budynek. Pisało na nim: „Punkt rozrywki”.
-Jak skończymy zwiedzać wszystko, zobaczymy co tam jest?- Zapytał Jay.
-Tak.- Zgodziła się Fiona.
Jakieś pół kilometra dalej po obu stronach drogi był park. A po prawej stronie była mała muszla koncertowa. Bawiły się na nim małe dzieci. To, według Fiony, był absurd mieć tutaj dzieci. Ale nie dziwiła się aż tak bardzo.
Dalej po lewej stronie, było przepiękne jezioro. Tafla wody błyszczała, odbijając promienie słoneczne. Było około godziny piątej. Jednak nikt nie kąpał się w wodzie. Fionie bardzo spodobało się to miejsce.
Kiedy szli dalej zawijasami drogi, doszli do następnej części tego miejsca. Było tu mnóstwo pięknych, ogromnych domów. Było to około pięćdziesiąt willi. Część mieszkańców tych wspaniałych budowli było na zewnątrz. Niektórzy plewili ogrody, inni się opalali, lub po prostu siedzieli w domach, czy odwiedzali sąsiadów. Kiedy szli tą drogą, wszyscy zza ogrodzeń dziwnie na nich spoglądali, swoimi wielkimi, błyszczącymi jak diamenty oczami.
Fionę przeszły ciarki. Miała nadzieję, że to nie były wampiry patrzące na nich, jak na posiłek.
Dalej zauważyli budynek, który był jakimś punktem. Jednak był inny niż wszystkie. Wyglądał jak świątynia. Dopiero po chwili Fiona zauważyła napis: „Punkt krwi”. Wymieniła przerażone spojrzenie z Claire.
Odwróciła wzrok. Popatrzyła do tyłu i…
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!
-Nie wrzeszcz tak, mamy dobry słuch- powiedział tajemniczy człowiek, który cicho stał za nimi. Fiona wcześniej go nie zauważyła i przestraszyła się na jego widok. Był bardzo cichy.
-To… to prawda? Jesteście wampirami?
-Istotnie, szybko się o tym dowiedziałaś, jak na kogoś, kto dopiero przybył, panno Divers.
-Skąd pan wie, kim jestem?- Zapytała przerażona Fiona.
Nieznajomy pokazał jej kły. Przeszły ją ciarki. Cofnęła się do tyłu. Zaczął się śmiać, po czym je schował.
-Musimy sobie coś wyjaśnić. Za chwilę chcę was widzieć w parku, inaczej źle się to dla was skończy, zrozumiano?
-Tt-taak.- Wyjąkała Fiona. Rzucili się do biegu. Chcieli być jak najszybciej na miejscu. Kiedy dotarli, byli zdyszani. Usiedli na jednej z ławek w widowni. Ze zdziwieniem zauważyli, że koło nich siedział wampir. Ten, który kazał im tu przyjść… Nawet go nie zauważyli siadając tam.
-A więc, znacie moją żonę?
-Ż-żee, że co?
-Och tak, pachniecie moją żoną. Cała trójka. Ona tu jest?
Fionie przypomniała się staruszka.
-Tak, ona tu jest! Ona miała nadzieję że pana spotka, że pan jeszcze żyje!
-Zaprowadźcie mnie do niej.
-Ale zaraz, chwila moment… Skąd pan wie, kim jestem?- Spytała Fiona.
-Bo pachniesz tak, jak ona. Tak, jak twoja matka. A panna Rogers pachnie tak, jak Jessica.
-Co? Skąd pan zna moją matkę?- Do rozmowy wtrąciła się Claire.
-Och, wszyscy znają Kate i Jessice. Dwie przyjaciółeczki. One tutaj już były- wyjaśnił wampir- i jako jedyne, uciekły. Nikomu innemu się to nie udało.- Dziewczyny zdziwiły się. Pierwsze co słyszały. Były wręcz w szoku.
-To wszystko wyjaśnia.- Zamyśliła się Fiona.
-Tak- Dodała Claire.
-Jeszcze jedno pytanie, zanim zaprowadzimy pana do pańskiej żony… Na co tu tyle ludzi?
Wampir się speszył. Pokazał kły. Powiedział:
-To ja tu ustalam zasady, zaprowadzacie mnie, albo utracicie życie. Co wybierasz, panno Divers?
Fionie pociemniało przed oczyma. Oczywiście, że wybierała życie. Poza tym, życzyła staruszce odnalezienie męża.
Zaprowadzili go. Aż pod same drzwi, mimo, iż zapewne od dawno czuł jej zapach.
Zapukał. Staruszka otworzyła drzwi. Popatrzyła na niego. W jej oczach zagościło szczęście.
-To… to ty?- Zapytała niedowierzająca staruszka.
-Tak, moja żono.
W jego oczach pojawiła się łza. Podszedł do niej, a ona rzuciła mu się na szyję. O nic nie pytała. Nawet o to, dlaczego się nie postarzał, a ciągle wyglądał młodo.
Jay szepnął do Fiony.
-Może zostawimy ich samych?
-Tak, oczywiście.
Odeszli. Fiona mimowolnie się uśmiechnęła. To było wzruszające. Odnaleźli siebie po latach. Ich miłość tyle przetrwała. Tyle lat rozłąki.
Usłyszała grę trąbki. Kolacja. A na nią kanapki.
Po kolacji, Fiona poszła z Claire, oraz Jayem do punktu rozrywki.
Nie wiedzieli, czego się spodziewać. Ale było tak samo, jak w punkcie odzieży- „zameldowali się” i każdy dostał po reklamówce. To nie do końca było meldowanie się. Raczej wpisanie się na listę, żeby nikt nie dostał dwa razy.
Kiedy wrócili do domów, bo było już późno, Jay poszedł do siebie, a do Fiony przyszła Claire.
Rozpakowały reklamówki. Każda z nich dostała to samo. Mianowicie: talia kart, latka, baterie do latarki, skakanka, jakaś gra planszowa, puzzle, ziarna kwiatów, mała koneweczka, trzy małe doniczki. I to wszystko. Więc jeśli ci się nudzi, zasadź sobie kwiaty, zagraj w karty, czy grę planszową. Albo idź sobie w nocy na przeszpiegi.
-Gramy w karty?- Zapytała Claire.
-Tak. W remika?
-Może być. Daj swoją talię, potasuję.
-Spoko i tak za dobrze nie tasuję. A jak będziesz rozdawała, to mi piętnaście kart, a sobie czternaście.
-Wow, no co ty?
-Tak tylko mówię.- Powiedziała Fiona.
-Hej. To jak w końcu z tym Jayem?
-Normalnie, polubiłam go. Z resztą ty też.- Stwierdziła Fiona bez cienia wahania.
-Nie no, nie kłam. Możesz mi powiedzieć prawdę. Jesteśmy przyjaciółkami. Podoba ci się, no nie?
-Wykładasz, ja ciągnę.
-Wiem, nie zmieniaj tematu, Fiona. Weź powiedz. No nie wygadam. Z resztą i tak nie ma komu. Proszę cię! Wiem, że ci się podoba.
-Nie podoba mi się… Znaczy, nie no, jest przystojny, ale nie podoba mi się w sensie, że się zauroczyłam czy coś…
-Mhm… I tak ci nie wierzę.
-Hej, a może ty, Claire, ty się w nim zakochałaś?
-Ja nie, ale widzę, jakim wzrokiem na niego patrzysz. Zresztą on rozmawia głównie z tobą, ze mną raczej nie. Racja?
-To nie tak… Nie do końca… On po prostu…- Fiona nie potrafiła znaleźć wytłumaczenia.
-Wykładasz kartę. Podobasz mu się. Pierwszego dnia, ja tak samo jak ty potrzebowałam pomocy, a on podszedł akurat do ciebie. Tobie pomógł, nie mi. Musi się coś z tym wiązać.
-Ja po prostu byłam bliżej! No Clarie, przestań robić dochodzenia. Pomógł i tyle.
-A na stołówce? Usiadł koło ciebie. I łazi za nami. Fiona, otwórz oczy, on musi coś do ciebie czuć!
-Usiadł koło nas, bo było wolne miejsce. A łazi za nami, bo nie ma tu kolegów. Nie ma tu praktycznie nikogo w naszym wieku, żeby był chłopakiem. Koniec tematu.
-No dobra, jak chcesz, ciągnij kartę.
Kiedy Clarie poszła, a Fiona się umyła, położyła się w łóżku, a usypiając rozmyślała o Jayu. I o mamie, która kiedyś już tu była.

 `````````````````````````````````````````````````````````````````

Zapraszam do komentowania. Interesuje mnie co sądzicie o moim blogu, co wam się w nim podoba, a co wręcz przeciwnie. Informuję, że mój blog jest tematyki fantastycznej, więc będą się działy dziwne rzeczy. Póki co, opowieść się dopiero rozkręca, ciekawiej zrobi się w 6 rozdziale.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz