wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 3



-Wysiadać! Ruchy, ruchy! No ruszacie się jak muchy w smole! Dawać, dawać! Szybciej! Ustawić się w dwa szeregi! Baczność! Spocznij! Kolejno odlicz!- Policjant wyprowadził z przyczepy ludzi w jakiś oddział zamknięty. Stali przed bramą. Jak się Fiona domyśliła, mieli znaleźć się za nią.
-Jeden!
-Dwa!
-Trzy!
-Cztery.
-Pięć!
-Sześć!- odezwała się Fiona z pierwszego rzędu. Zaraz za nią stała Claire
-Siedem!
-Osiem!
-Dziewięć!
-Dzieś…
-Cicho mi być! Tylko pierwszy szereg odlicza! Osiemnaście osób jest, oddaję was pod opiekę tego człowieka- wskazał palcem wskazującym na jakiegoś trzydziestolatka, po czym oddalił się do tira. Wraz z kierowcą odjechał zostawiając ich na pastwę losu.
-Pewnie jesteście głodni.
-Tak!- Krzyknęli chórem ludzie.
-To dobrze. Zjedzcie, to być może jest wasz ostatni porządny posiłek.- Te słowa Fionę przeraziły. Jednak była tak głodna, że razem z innymi poszła na ucztę. Nie jadła nic, od wieczoru poprzedniego dnia. Jechali całą noc bez picia i jedzenia, a dotarli dopiero koło południa.
Jedzenie, jak stwierdziła Fiona, było naprawdę dobre. Knedle były najwyższej jakości. Pierogi robił chyba królewski kucharz, a frytki były smaczne, zdrowe i chrupiące. Zważywszy na to, co podawali w więzieniu, to było jak boskie pożywienie.
Ta chwila nie trwała długo, bo gdy skończyli jeść, trzydziestolatek odezwał się.
-Dwa szeregi! Dobrze. Kto sądzi, że z całego towarzystwa najlepiej gotuje, wystąp!- wystąpił pulchny czterdziestolatek. Można było się domyśleć, że ma coś wspólnego z kuchnią.- Dobrze. Stań koło mnie. Cała reszta po przekroczeniu tej oto bramy stoi i czeka na kogoś, kto was zaprowadzi w odpowiednie miejsce. Tam zastaniecie drewno i dwie szyby. Macie sobie zbudować dom. Jedna szyba jest przeznaczona do pomieszczenia, w którym będziecie spali, a druga, do pomieszczenia, które macie urządzić jako łazienkę. Oczywiście, o kiblu możecie pomarzyć, po prostu zróbcie dziurę w podłodze, najlepiej wykopać dwu czy trzy metrowy dół. Co do prysznica, ktoś wam załatwi jakiś strumień ze ściany. Aha, jak widać, nie macie ubrań na przebranie. Są tam dwa punkty: do jednego zgłaszacie się na śniadanie obiad i kolację, a do drugiego po odzież. W tym punkcie z odzieżą dostaniecie też jedną firankę i jedną zasłonę do okien w waszych ubogich domach, które macie sobie sami zbudować. Nie ma tam pralek, ja zapewne do tej pory mięliście w swoim własnym domu. Myjecie ubrania ręcznie w pomieszczeniu, które będzie jako łazienka. Przykro mi, panowie, ale według zasad, instrukcję budowy domu- krok po kroku- dostaną panie. Jakieś pytania? Nie? To dobrze- zignorował podniesione ręce co najmniej pięciu osób.
Rozdał ulotki kobietom. To był jakiś koszmar.
-Otworzę bramę, a wy od razu macie tam przejść, bez oporów, bo zostaniecie ukarani.
Otworzył ogromną bramę kluczem, a oni przeszli na drugą stronę. Zaraz za nimi potężne drzwi zostały zatrzaśnięte, jakby w obawie, że ktoś zechce uciekać. Ale nie było dokąd. Podpowiadała to intuicja Fiony.
Czekała tam na nich kobieta. Miała na oko dwadzieścia lat. Ale jej wzrok- z nim było coś nie tak. Oczy mocno błyszczały. Jak drogocenny brylant, tylko, że na zielono.
-Proszę za mną.- Ton miała chłodny i obojętny, tak bardzo, że nikt nie miał ochoty z nią dyskutować.
W jednej chwili potężna brama otworzyła się i zamknęła. Wszedł czterdziestolatek, który zgłosił się, że dobrze gotuje. Poszedł inną drogą niż oni wszyscy.
Kobieta prowadziła ich po lesie. Przeszli jakieś dwa kilometry, zanim dotarli na miejsce.
-To tutaj. Zajmijcie sobie miejsca. Chyba wiecie, co robić?- I odeszła. Tak po prostu. Zostawiła ich nad stertą drewna. Fiona cieszyła się, że dostała instrukcję. Chociaż tyle pomocy.
Fiona zajęła miejsce obok Claire. Ważne, że była koło nowej przyjaciółki. Rozejrzała się. Było tam mnóstwo drewnianych domków wykonanych z tych samych materiałów, które dostali oni. Nie wiedziała co o tym sądzić.
Zabrała się do budowania. Robiła wszystko tak, jak w instrukcji. Najpierw znalazła w stercie trzy ogromne deski. Położyła je koło siebie. To pewnie miał byś pokój, w którym będzie spała. Wyrównała te deski. Wzięła gwoździe i przybijała deski do ziemi. Już miała dosyć, ale wiedziała, że musi skończyć przed nocą. Źle by to było spać pod gołym niebem, a zwłaszcza, że nie wiedziała, co będzie musiała robić następnego dnia. Fiona nie wiedziała, czy będzie miała jeszcze kiedykolwiek czas skończyć dom.
Znalazła deski połączone tak, że robiły za jedną ścianę. Była w nich jedynie dziura, w którą miała włożyć szybę. Zniechęcona Fiona pomyślała, że najlepiej, jak posortuje wszystko, co ma. Osobno dawała: dawała deski na podłogę w łazience, ściany, szyby, drzwi, gwoździe, materiały na dach i inne rzeczy, których chwilowo nie potrzebowała. Gdy skończyła sortowanie, była zziajana.
Usiadła na podłodze. Zaczęła się przyglądać Claire, która przekładała deski, czegoś szukała, ale nie zrobiła niczego konkretnego. Nagle Po jej głowie przebiegła nutka niepokoju. Skoro ona, młoda dziewczyna nie dawała sobie zbytnio rady, to jak radziła sobie miła staruszka? Zaczęła szukać jej wzrokiem. Była cztery sterty drewna dalej. Jako jedyna, siedziała na trawie. Miała głowę na kolanach. Chyba płakała. Fionie zrobiło się jej żal. Podeszła do niej.
-Proszę pani! Niech się pani nie martwi. Wezmę panią na noc do mojego domu. Jutro pomogę pani zbudować to, w czym pani będzie spała. Proszę się nie martwić.
-Dziękuje ci dziecko. Ja już nie mam sił do tego, wybacz mi, ale ci nie pomogę. Nie dam rady.
-Rozumiem i nie mam tego za złe. Może jutro jakiś mężczyzna zainicjuje przy budowie pani domu. Dzisiejszą noc może pani spędzić u mnie. Ja już wracam do budowy.
-Wracaj, wracaj. Dziękuje.- Fiona odeszła.
Fiona podeszła do sterty drewna. Jak zauważyła, niektórzy mięli już ściany, a ona dopiero podłogę. I jeszcze niecałkowitą. Postanowiła, że musi najpierw skończyć pomieszczenie do spania, a łazienkę zrobi potem, jak jej starczy czasu. Nie wiedziała, czy sobie da radę. Przy sortowaniu wszystkiego, najwięcej problemów miała ze ścianami, gdyż były bardzo ciężkie. Nie wiedziała, jak postawić i utrzymać ściany swoimi siłami, jednocześnie przytwierdzając gwoździami do podłogi.
Zatęskniła za domem- za zrzędliwą matką i dokuczliwym młodszym bratem. Mogła posłuchać i wrócić wcześniej. Jednak ona wiedziała swoje. No i pięknie się wpakowała.
Przeciągnęła ścianę do podłogi. Zaczęła podnosić. Kiepsko jej wyszło. Wyślizgnęła jej się z ręki i prawie przygniotła stopy. Prawie, bo w porę złapała i zaparła się. Pchała ile miała sił. Jednak za mało. Ledwo ją trzymała, ale nie miała wystarczająco sił postawić ją do pionu. Łza spłynęła jej po policzku. Fiona nie wiedziała jak sobie da radę z tą i pozostałymi ścianami.
-Może pomóc ci?- Zapytał ją ktoś. Fiona po głosie rozpoznała, że to chłopak.
-Tak, dziękuje.
Podszedł i pomógł jej doprowadzić ścianę do ładu. Razem zrobili to z łatwością.
Fiona dokładnie przyjrzała się chłopakowi. Był wysoki. Miał mniej więcej tyle samo lat, co ona. Jego włosy były ciemnobrązowe. Był, jak nie patrzeć, nawet przystojny.
-Dziękuję ci. Sama bym sobie nie dała rady.
-Wiem, widziałem jak sobie radzisz. Nie ma za co.
-Jak masz na imię?
-Mam na imię Jay. A ty?
-Fiona. Miło mi.
-Mi też miło. Jak już tu jestem, pomogę ci ze wszystkimi ścianami, bo tak sobie radzisz, że głowa boli od patrzenia.- Fiona zarumieniła się
-Oh… To nie moja wina, że sobie nie radzę.- Tłumaczyła się.
-Wiem, wiem. Masz prawo- jesteś w końcu dziewczyną. Pomogę ci zbudować całkiem dom. Mój jest już prawie skończony, tylko jeszcze muszę jakoś wsadzić szyb do dziur. Nie potrafię, może ty dasz radę?
-Oh, tak! Już idę, wstawię ci szyby! Mam mniejsze palce niż ty, będzie mi łatwiej.
Wskazał jej palcem drogę. Wcześniej nawet nie zauważyła, kogo ma za sąsiada po lewej stronie. Był nim Jay. Weszła do środka. Nic w środku nie było. Totalna pustka. Podeszła do dziury w ścianie. Złapała szybę. Zaczęła mocować się ze ścianą. W końcu szyba weszła. Poszła do „łazienki”. Z doświadczenia z wkładania pierwszego okna, wiedziała, że najpierw trzeba górę przyłożyć do górnej części dziury w ścianie, potem wchodzi cała reszta. Tym razem miała mniejsze problemy. Gdy skończyła, wróciła do swojego domu.
Ze zdziwieniem zauważyła, że Jay postawił już cztery ściany! Podeszła do niego.
-Oh! Ile już zrobiłeś! Dziękuję!
-Nie ma za co, drobiazg.
W tym momencie usłyszeli głośną grę trąbki. Ludzie zaczęli wychodzić z domów i szli w stronę budynku. Był nim punkt żywnościowy.
-Pewnie wzywają nas na obiad!- Zauważył Jay.
-Tak, chodźmy!- Powiedziała Fiona.
-Ale, ja przyjdę zaraz. Najpierw muszę coś załatwić.
-No okej.
Fionie przypomniała się Claire. Odkąd zaczęli budować, ani razu się do niej nie odezwała. Clarie pewnie widziała ją z Jayem. Może pomyślała od razu niewiadomo co!
Fiona podeszła do przyjaciółki.
-No to co? Idziemy na obiad!
-Zaraz, zaraz, chwila moment, chyba nie myślisz, że ujdzie ci to na sucho?- Powiedziała Claire.
-A niby co ma mi ujść na sucho?- Zdziwiła się Fiona.
-Opowiadaj, ze szczegółami!
-Jak budowałam?
-Nie bądź głupia, dobrze wiesz, o co mi chodzi.
-O tego chłopaka?
-No jasne!
-On mi TYLKO pomagał mi przy budowie mojego domu.
-Jasne, a i przy okazji jest brzydki, jak stary karaluch!- Przedrzeźniała Fionę Claire.
-No dobra, jest ładny, ale on mi tylko pomagał. Koniec tematu.
-No okej. Idziemy na obiad.
Punkt żywnościowy wyglądał jak wielka stołówka. W tym ogromnym pomieszczeniu, było mnóstwo stolików po trzy osoby. Ten budynek składał się z dwóch pomieszczeń- kuchni i jadalni. Ściany stołówki tworzyły okrąg pomalowany na żółto.
Na stołówce było około dwustu osób. To bardzo dziwne, że aż tyle ludzi zostało złapanych w godzinę policyjną.
Fiona z Claire zajęły jeden z trzyosobowych stołów. Ktoś powiedział:
-Mogę się przyłączyć?
Fiona obróciła się do tyłu. Jay.
-Tak, oczywiście. Nie mamy nic przeciwko.- Powiedziała Claire. –Jak masz na imię?
-Jay. Pomagałem Fionie przy budowie domu.
-Tak, widziałam.- Fiona wtrąciła się do rozmowy.
-Bardzo dużo mi pomógł. Została mi tylko jeszcze łazienka. Jak skończę mój dom, muszę pomóc tej staruszce – nie ma już sił sama zbudować.
-To ja wam pomogę!- Powiedział chłopak z entuzjazmem.- To ty Fiono zrobisz sobie łazienkę, a ja pomogę tej kobiecie, żeby chociaż miała gdzie spać.
-To dobrze, dziękuję.
Do ich stolika podszedł czterdziestoletni pulchny mężczyzna, który zgłosił się do gotowania. Miał ze sobą trzy talerze. Każdemu dał po jednym.
„Ziemniaki z kotletami oraz buraczkami- nie jest aż tak źle”. Pomyślała Fiona.
Zaczęli jeść obiad. Fionie coś się przypomniało.
-Kiedy montują wodę?- Rzuciła nagle.
-Dzisiaj wieczorem. - Odpowiedziała Claire.- A co?
-Bo może tej pani zrobić łazienkę, a na noc wezmę ją do siebie, bo chodzi o to, że musi się gdzieś kąpać. Wodę doprowadzają do naszych domów tylko dzisiaj, a pomieszczenie, w którym będzie spała równie i dobrze można zrobić jutro. Rozumiecie?
-Słuszna uwaga, ale ty też jeszcze dzisiaj musisz zrobić łazienkę. Dasz sobie sama radę?- Zapytał zatroskany Jay.
-Jakoś dam. A ty, Claire, zrobiłaś już łazienkę?
-Znaczy ja mam tylko łazienkę. Od niej zaczęłam. Zawsze można zanocować w kiblu- zaśmiała się.
-Łazienka najważniejsza. Dobra, ja już zjadłam, lecę do budowli, bo jeszcze muszę wykopać dziurę zamiast kibla. No, Nara!
-Nie zaczekasz na nas? Zaraz kończymy!- Zaprotestował Jay.
-Bardzo mi się śpieszy.
Wyszła z punktu żywnościowego. Nagle zdała sobie sprawę, że jest ciągle w tych samych ciuchach, co na przyjęciu urodzinowym u Amy. Bluzka z potu była już niewiarygodnie sztywna i przy okazji brudna. Postanowiła, że pod sam wieczór zagości w punkcie odzieży.
Doszła do swojego nowego domu, który w dalszym ciągu był nieładem. Tak właściwie to jedno pomieszczenie bez dachu obok sterty drewna. Tak, zapomniała, że jeszcze musi zrobić dach. Załamała się.
Podeszła do owego domu. Ułożyła podłogę obok sypialni. Wbiła gwoździe. I z trudem, ale postawiła ścianę dzielącą dwa pomieszczenia. Ta ściana była lżejsza, bo była w niej duża dziura na drzwi. Przygwoździła ją do podłogi. Nie miała pojęcia skąd, ale nabrała większej zręczności. Prawdopodobnie to było działanie obiadu. Wzięła łazienkowe drzwi. Włożyła je na zawiasy. Otwierała je i zamykała. Działały prawidłowo. Wzięła kolejną ścianę. Całkowicie z drewna. Uniosła ją lekko. Podstawiła kolano. Cały ciężar grubej, drewnianej ściany spoczywał na jej nodze. Zaparła się rękami i mocno popchała. Postawiła ją. Sama. Bez niczyjej pomocy.
Zabrała się za pozostałe dwie ściany. Dała radę. W ciągu pół godziny jej łazienka miała ściany!
Zerknęła w stronę staruszki. Jay stawiał ściany i pukał młotkiem. Starsza pani zaś coś mu podawała. Dawali sobie radę.
Fiona zaczęła kopać dół w miejscu półmetrowej dziury w podłodze. Było jej ciężko, a ziemia była twarda. Namachała się. Było jej ciężko. Ziemia, którą miała na łopacie, wyrzucała przez okno, w którym jeszcze nie było szyby. Bolały ją plecy i ręce. A miała jeszcze przed sobą mnóstwo pracy. Piekący ból w barkach nakazał jej chwilkę przerwy. Usiadła przed domem. Popatrzyła na resztę ludzi. Wszyscy ciężko pracowali, a ci, którzy już skończyli, pomagali innym. Wróciła do łazienki. Patrząc na dziurę, zdała sobie sprawę, że ma już około metra. Dała już sobie spokój z nią. Wstawiła szyby. Spokojnie dała sobie z nimi radę.
Popatrzyła na materiały dachowe. Dwie, ogromne deski, mniej więcej pięć na dwa metry. Było tam też mnóstwo siana. Deski dachowe w porównaniu ze ścianami były dość lekkie. Złączyła je razem i dała na budynek. Miała szpiczasty dach. A w dziury przodu i z tyły wypchała mniejszymi deskami i sianem.
-No, teraz to jakoś wygląda.- Powiedziała zadowolona. Skończyła budować własny dom. W jeden dzień. Jeszcze tylko włożyła drzwi wejściowe na zawiasy i upewniła się, że otwierają się i zamykają.
Poszła do staruszki. Ze zdziwieniem stwierdziła, że Jay zrobił już łazienkę. Jednak była bez dach, więc staruszka nie mogłaby tam nocować. Już miała pomóc w układaniu podłogi, gdy zauważyła, że ktoś wchodził do domu Jaya.
-Jay, zobacz! Ktoś wchodzi do twojego domu!- Krzyknęła do niego i pobiegli razem w tamtą stronę.
Weszli do domu. Drzwi do łazienki były otwarte.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry, młodzieńcze. To twój dom?
-Tak.
-Przyszliśmy zamontować wodę, zaraz sobie pójdziemy. Jeszcze pięć minutek i następny dom.
-Dobrze, nie przeszkadzamy.- odpowiedział Jay.
Kiedy skończyli, podeszli do domu Fiony.
-To twoje dzieło?- zapytał dziewczynę.
-Tak.- odpowiedziała Fiona
-Bardzo ładne, jak na trzynastolatkę.
-Skąd pan wie, że mam trzynaście lat?
-Wyglądasz na tyle…- Dodał speszony po pewnym czasie.
Kiedy oni montowali wodę, dziewczyna poszła do punktu odzieżowego po ubranie. Zameldowała się i wzięła torbę.
Jak wróciła do domu, nikogo nie było. Miała „zamontowaną” wodę. W rzeczywistości to była zwyczajna rura z czymś, czego nie można było nazwać zwyczajnym kranem. W pomieszczeniu do spania rozpakowała torbę.
Pięć koszulek z krótkim rękawem, jedne długie jedne krótkie dżinsowe spodnie, pidżama, pościel, koc, poduszka, zasłona, firanka i jedna bluza z kapturem i długim rękawem. Może ubrania nie były do końca w jej guście i tak była zadowolona.
Zabrała się za wieszanie firanek. Jednak był problem, bo nie było na czym. Postanowiła pójść do lasu w poszukiwaniu dwóch, w miarę prostych gałęzi.
Szła sporo czasu, zanim zobaczyła idealną gałąź. Zaraz obok była podobna. Zerwała je. Usłyszała za sobą:
-Co ty tu robisz?- Zaskoczona obróciła się. Była tam dziewczyna, na oko szesnastoletnia. Była uderzająco podobna do Fiony. Dziewczyna, średniego jak na swój wiek, wzrostu, brązowe, proste włosy. Zielone oczy, skrywające w sobie tajemnicę.
-Przyszłam po gałęzie.- Odpowiedziała spokojnie Fiona.
-To mój las!
-A niby kto dał ci prawo do przywłaszczenia go sobie?
-Oj, pyskujesz. To źle. Widać, że jesteś nowa. Mała rada dla ciebie: zjeżdżaj i nigdy nie wracaj!
-Bo co mi zrobisz?
-Naprawdę chcesz to wiedzieć? To mój las i robię w nim co chcę. Tutaj nie ma policji. Wampiry w nie- nie inwestują.- Fionę ogarnęły ciarki.
-Ale jak to: wampiry?
-Myślisz, że życie tutaj jest cudowne? Och tak, masz dom, który zbudowałaś w jeden dzień, masz jedzenie, ubranie, wszystko, co jest ci potrzebne do życia. Myślisz, że dlaczego się tu znalazłaś? By być pokarmem dla krwiopijców! Zdziwiona?
-Kłamiesz!
-Nie. Jeszcze się kiedyś o tym przekonasz. A teraz uciekaj, zanim ci coś zrobię.
Fiona posłuchała. Nie chciała się droczyć, że wampiry nie istnieją, z kimś takim, jak ona. A poza tym, miała co robić.
Kiedy wróciła, ułożyła siano na podłodze, co miało robić za łóżko. Zaścieliła pościelą. Dała poduszkę i położyła koc. Przypomniała sobie o staruszce. Pobiegła do niej, w miejsce, w którym powinna być. Nie myliła się, spotkała ją tam.
-Proszę pani, niech przyjdzie pani do mojego domu na noc!- Powiedziała.
-Dziękuje dziecko, ale dzisiaj będę spała pod gwiazdami. Miałaś dobre chęci, jednak nie, dziękuję.
Wróciła do siebie. Umyła się, jak stwierdziła, w zimnej wodzie. Poszła spać z bolącymi rękoma i kręgosłupem. Usnęła szybko wymęczona wydarzeniami dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz